Żadna tam wojna polsko-polska!

system dwupartyjny

Po niedawnych wyborach prezydenckich powróciły opinie, że trzeba zasypywać okopy, dążyć do godzenia społeczeństwa, zacierać różnice. Zakończyć wojnę polsko-polską, czyli co ma się wydarzyć? Pod czyimi sztandarami to łączenie ma się odbyć? Czy nie przerabialiśmy już “jedynej słusznej linii partyjnej”? Może czas pogodzić się z tym, że w Polsce ukształtował się system dwupartyjny, który krzepnie z każdymi kolejnymi wyborami?

System dwupartyjny jest charakterystyczny dla wielu systemów demokratycznych i nie jest niczym nowym. Nie oznacza on, że mniejsze partie nie istnieją, ale są zmarginalizowane, ponieważ scenę polityczną dzielą pomiędzy siebie dwaj potentaci. Taki duopol pozwala zwykle skutecznie rządzić samodzielnie jednej partii, podczas gdy druga jest w opozycji. Władza przechodzi z jednej partii na drugą. Zwykle partia opozycyjna tworzy “gabinet cieni” lub, kto woli: “rząd zakulisowy”.

Najczęściej przytaczanymi przykładami są oczywiście Wielka Brytania (Partia Konserwatywna i Partia Pracy) i USA (Partia Demokratyczna i Partia Republikańska), jednak systemy dwupartyjne w praktyce (doprowadziła do tego praktyka wyborcza, nie regulacje systemowe) możemy obserwować także w Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, Japonii, Irlandii, a nawet w krajach Ameryki Łacińskiej czy Korei Południowej i Malcie.

Może więc czas przestać mówić o znoszeniu podziałów i kończeniu wojny polsko-polskiej, bo żadnej wojny nie ma?! Podziały-owszem, ponieważ w społeczeństwie mają rację bytu różne poglądy (i dobrze!), które mogą i powinny się ścierać. Czasy, kiedy hasła “głos partii-głosem ludu”dawno minęły. Utopią jest sądzenie, że może istnieć jednomyślność w jakimkolwiek narodzie. Podziały są i będą, ale nie jest to żadna wojna tylko normalność. Komu ma służyć takie militarne określenie?

Nie ma żadnej wojny polsko-polskiej. Jest normalny system dwupartyjny i trzeba nauczyć się z tym żyć.

To, co obserwujemy w Polsce, od dawna można zaobserwować w Wielkiej Brytanii i USA, mam na myśli polaryzację ideologiczną i przykładanie dużej wagi do konfrontacji i kłótni. Oczywiście przeciętnemu Kowalskiemu nie podoba się taka walka i dlatego mówi o wojnie, podczas, gdy są to normalne procesy demokratyczne. Antagonistyczną dwupartyjność często porównuje się do naturalnej walki klas. Najlepszym przykładem jest Wielka Brytania, kiedy to za rządów Margaret Thatcher, kierowana przez nią Partia Konserwatywna przesunęła się dość radykalnie w prawą stronę, zaś Partia Demokratyczna – w lewą. Sądzę, że takie zjawisko możemy zaobserwować w Polsce. Wystarczy przyjrzeć się elektoratowi Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Z grubsza można podzielić tak: PAD-starsi wyborcy, słabiej wykształceni z małych miast i wsi; RT-młodzi, dobrze wykształcenie z dużych miast).

Jednakże największym zagrożeniem duopolu jest to, że konkurujące ze sobą dwa duże ugrupowania polityczne prześcigają się w obietnicach wyborczych, których później nie mogą spełnić. Prowadzi to do swoistej licytacji-kto da więcej.

Może więc czas przestać już narzekać na wojnę polsko-polską, bo takiej nie ma?! Mamy za to system dwupartyjnym i nauczmy się żyć w tej rzeczywistości. Patrzeć na ręce władzy i dopingować opozycję, aby wywierała presję na rządzących. Jednych i drugi zmuszajmy do tego, aby rządzili mądrze, by wsłuchiwali się w potrzeby społeczne, bo przyniesie to korzyści nam wszystkim.

1 komentarz do "Żadna tam wojna polsko-polska!"

  1. Może to kogoś zdziwi a nawet zaszokuje ale większość elektoratu antypisowskiego nie ma wykształcenia wyższego, mieszka w miejscowościach poniżej 50 tys i jest po 40ce.

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie opublikowany.


*